O nas
Archiwum
Wino
Mleko
Starość
Uczucie
Inny Świat
Macierzyństwo
Metro
Lustro
Ból
Inne
ostatnio dodane:

numer 2

Dlugopis leżał na stole wzdłuż zeszytu, który ju¿ był zamkniety. 
Jak gdyby nigdy nic, Jak gdyby te słowa nigdy nie zostaly napisane.
Zawsze pod koniec roku pisał do siebie list żeby nie czekać, 
nie kupować znaczka, nie wyciągać nic ze skrzynki pocztowej.
Autoterapia dla najbiedniejszych głów - powtarzał.
Długopis ciążący w dloni uspokajał, że jednak coś zrobił. 
Rok nie poszedł na marne. Bilans zysków i start nie jest na minusie. 
Po raz kolejny, gdyż papier przyjmie wszystko. 
Cierpkie czerwone wino przekonywało, że jutro bedzie takie samo, a sen nadejdzie szybko. 
I nadszedł.
Może był to jedyny moment kiedy był sobą i stać go bylo na coś więcej. 
Mógł tak wiele, że czasami budził się z krzykiem albo z dreszczem przeszywającym plecy.
Czasem ulice były szerokie i nasłonecznione - 
wtedy uśmiech na twarzy pojawiałsię samoistnie i oni też. 
Zauważali, choć wcale tego nie potrzebował. 
Dlugopis leżał nadal, choć akapit nie został dokończony. 
Poczucie, że trzeba skonczyć nie pozwalało sie skupić.
Nowy rok nie przynosi ulgi.
Dopisal dwa słowa.
Obejrzyj się.
lola

skomentuj (0)

***

Czasami migrenowy ból głowy zatrzymywał ją gdzieś w środku miasta, pośród lawiny rozpędzonych, nie baczących na nic biało – niebieskich kołnierzyków. Musiała podtrzymać się na jakimś elemencie miejskiego krajobrazu albo najlepiej przysiąść gdzieś na chwilę i rozmasować skronie. Cholera, co zrobić z tymi torbami?

 

Londyn o tej porze roku nie był przyjazny, o ile w ogóle kiedykolwiek bywał przyjazny. Ceglaste kamienice były widoczne bardziej niż zwykle – drzewa pozbawione liści nie kryły już lekkich domków, przypominających pomarańczowe, tekturowe pudełka z plastikowymi oknami. Hyde Park był tragicznie ponury, zniknęli deskorolkowcy i zakochane pary stapiające się z trawą. Autobusy przepełnił nieprzyjemny zapach przemoczonych kurtek i potarganych wiatrem, wilgotnych włosów. Pociągi zaczęły się spóźniać, a Victoria Street Station znów gościło masę niezadowolonych podróżnych i równie ogromną ilość zadowolonych bezdomnych. Jedyne, co pozostawało niezmienne to ogromna liczba chińsko – japońskich turystów okupujących Buckingham Palace i debety na kontach Angielek penetrujących Oxford Street od momentu zakończenia własnej pracy do chwili, gdy wypadało już pojawić się w nowych cudach w jakimś modnym pubie. Niezależnie od pory roku, pomiędzy godziną 22 a 3 nad ranem Londyn rządził się bowiem własnymi prawami, które wypełniały ulice butelkami, opakowaniami znanych czerwono – jakichśtam korporacji produkujących coś na wzór jedzenia i odblaskowymi opaskami informującymi o tym, gdzie teraz „bywa się”. Shortbridge, Soho zachęcały kolorowymi neonami, tanimi drinkami i możliwością natknięcia się na pijaną osobistość z pierwszych stron gazet. Każdy wychodząc wieczorem liczył na drinka z Kate Moss i w standardowej dla dwudziestoparolatków naiwności – na jakąś wielką miłość. Najlepiej z gitarą, ciekawym życiorysem i seksownym głosem.

 

Cholerny deszcz rozmazał jej niby – wodoodporny tusz do rzęs i uwydatnił sińce pod oczami. Były tak ogromne, że zatrzymywały wymownie współczujący wzrok przechodniów. Pewnie myśleli, że dostała od zazdrosnego męża. Ironia losu. Dobrze, że przynajmniej sprawia wrażenie mężatki. W podziemnym przejściu odgrywa rolę zmęczonej życiem żony swojego męża. Bogatego i zapracowanego, dlatego nie ma go w tym tunelu. Za to jest ona i nie widzi światła.

 

Życie bywa idealne. Zwłaszcza w piątki wieczorem.

 

Wysiliła się na płynną angielszczyznę, próbując upchnąć wschodniosłowiański akcent gdzieś za zębem mądrości. Połykała słowa, a on okazał się Polakiem z dziada pradziada i błękit jego oczu stracił blask, stał się zwykłym, gloniastym Bałtykiem. Pozorne nieokiełznanie i pierwotność ustąpiły miejsca śmiesznej wymowie i ogólnemu braku pomysłów. Najpierw nie wiedział, co zamówić, a potem okazało się, że nie wiedział jeszcze wielu rzeczy. Gdzie jest metro, job center i jego plan na życie. O języku Szekspira tez wiedział niewiele.



Papillon


skomentuj (0)

numer 1

między miejscem gdzie żebra się łączą na klatce piersiowej

a czubkiem głowy porośnietym włosami nie bylo nic

przynajmniej tak to czuła
alkohol wypala zbyt mocno, albo zbyt wiele,
ale nie można odpuszczać,bo boli jeszcze bardziej
huk był niemiłosierny - autobus, tramwaj, podniesiony głos blondynki,
chlupocząca woda w kałuzy
żeby być gdzie indziej oddalbyś cały wczorajszy dzień -
łącznie z wieczorem
przynajmniej tak to czuła
dłonie śmierdzą chlorem po każdym wyjściu z łazienki
wskazówka dla autora:
wykreśl trzy razy, zanim coś zdecydyjesz sie pozostawić na kartce


lola

 


skomentuj (0)


Szablon stworzony przez Koszmar tylko i wyłącznie na potrzeby Literatek